bajt B 10do0 bajt 2do0 lata 60te ubiegłego tysiaclecia
kilobajt KB/kB 10do3 kibibajt KiB/kiB 2do10 lata 70
megabajt MB 10do6 mebibajt MiB 2do20 lata 80
gigabajt GB 10do9 gibibajt GiB 2do30 lata 90
terabajt TB 10do12 tebibajt TiB 2do40 lata 2000/2010
petabajt PB 10do15 pebibajt PiB 2do50 lata 2010/2020
eksabajt EB 10do18 eksbibajt EiB 2do60 ......
zettabajt ZB 10do21 zebibajt ZiB 2do70 ......
jottabajt YB 10do24 jobibajt YiB 2do80 ......
Nadchodza nowe czasy...Czasy TerraBitu .I to w jakim przyśpieszeniu...
TB PB EB ZB YB chyba zabraknie liter...
UB jeszcze NIE MA ...,))))
Interesująca informacja..
Vulvox Nanobiotechnology Corporation is undertaking a nanoelectronics research project. The nanoelectronics technology under development at Vulvox may be remembered as the most important invention of the 21st century. The President of Vulvox Nano/Biotechnology Corporation was interviewed by Nano-Investor’s News about this breakthrough in molecular electronics. In the interview Neil Farbstein discusses the implications of self assembling three dimensional integrated circuitry containing nano-transistors as well as novel technology to manufacture 5 nanometer CMOS type transistors that can be stacked in three dimensional layers to construct chips that contain 50 trillion transistors in a square centimeter. That is a million times the density of today's integrated circuitry. It might be possible to construct a square centimeter DNA molecular electronics chip that contains all of the circuitry in the world's biggest currently operating supercomputer- Blue Gene L.
According to the past President of the Georgia Chapter of the American Chemical Society, Dr. Thomas Netzel :
"If successful, this research program has the potential to develop two and three dimensional integrated circuitry with transistor densities a million times those found on today's integrated circuit chips. DNA diode and transistor research may lead to nanosized intelligent chemical probes and biosensors. Likely the world will be changed in innumerable ways if this research program is successful. I am glad to help you and your company take the first steps toward fulfillment of that goal."
Vulvox also has a MEGA-TERABIT memory under development. It will fit on a square centimeter chip and it will have the ability to hold every movie and videotape ever recorded and also every audiotape and every audio recording all in the space of a square centimenter. The ultimate I-Pod!
Szybkość zmian jest ogromna....
Firma Call/Recall ogłosiła, że zakończyła testy pierwszego dysku optycznego mieszczącego terabajt danych. Opracowany przez nią system zapisu o nazwie 2-Photon-3D bazuje na fluorescencyjnym nośniku i specjalnych soczewkach "graniczno-polowych", w których ujawniają się już efekty kwantowe. Dzięki nim możliwe jest zmieszczenie w nośniku nawet kilkuset warstw przeznaczonych do zapisu informacji. Soczewki są bowiem w stanie skupić światło lasera na określonej głębokości wewnątrz nośnika, co oznacza możliwość zapisu trójwymiarowego.
Jak zapewniają twórcy wspomnianej technologii, ich nośnik dorównuje możliwościami pamięciom holograficznym. Co ciekawe, plany Call/Recall nie obejmują jedynie drogich pamięci masowych dla przedsiębiorstw. Wspomina się także o możliwości wyposażenia urządzeń przenośnych, np. telefonów komórkowych, konsoli do gier czy odtwarzaczy multimedialnych, w napędy przechowujące na 25-milimetrowych krążkach aż 50 GB danych. Firma już projektuje pierwsze urządzenia bazujące na zapisie trójwymiarowym i rozpoczęła negocjacje związane z ich produkcją.
Przy okazji .....niech zyje Planeta Terra MegaBitowa
piątek, sierpnia 15, 2008
czwartek, lipca 24, 2008
poniedziałek, lipca 21, 2008
środa, maja 28, 2008
niedziela, maja 25, 2008
O poznawaniu rzeczy samych w sobie....
Noumen to ponoć rzecz sama w sobie...niepoznawalna (lub może trudno rozpoznawalna?)...i taka rzeczą jest też dla mnie moja nowa kamera cyfrowa(digitalna?)

"Rzecz sama w sobie",(w tym też i dowolna rzecz , jak choćby na przykład digitalna kamera o nazwie Olympus 1200) noumen (gr. rzecz wyobrażona;jasne pomyślana od nous - rozum, duch) – termin wprowadzony do filozofii przez Immanuela Kanta oznaczający rzecz samą w sobie. Dla Kanta noumen oznaczał rzeczywistość, która istnieje niezależnie od świadomości(w podświadomości?) i która jest absolutnie(?) niepoznawalna, i nie może się stać "rzeczą dla nas", tzn. nie może być poznana.Bardzo pesymistycznie widzi Kant możliwość poznawania rzeczy w istocie swojej niepoznawalnych..;))
Kant stwierdziłby(:)), że "Olympus 1200" jest przedmiotem transcendentnym, oznacza coś, o czym on nic nie wie ani (przy uwczesnym poziomie technologii) nic wiedzieć nie może. Według Kanta nie możemy poznać "rzeczy samej w sobie"( którą nazywa także noumenem, gdyż ludzkie poznanie dotyczy tylko zjawisk, tj. fenomenów.
Dla mnie obecnie ta kamera jest cześciowo fenomenalna ,nie tylko ze wzgledu na wygląd czy funkcje obrazowania zjawisk,rzeczy,osób w postaci obrazków ,dajacych się poznawać...lecz także bardzo "noumatyczna"...Mój rozum nie jest czysty ,nie jestem widocznie zasadniczym analitykiem ,i jeszcze chyba nie rozkręcę tej kamery na części...;)
* Źródło: Krytyka czystego rozumu, księga II, "Analityka zasad", poddział III, "O podstawie podziału wszelkich przedmiotów w ogóle na fenomeny i noumeny").
"Rzecz sama w sobie",(w tym też i dowolna rzecz , jak choćby na przykład digitalna kamera o nazwie Olympus 1200) noumen (gr. rzecz wyobrażona;jasne pomyślana od nous - rozum, duch) – termin wprowadzony do filozofii przez Immanuela Kanta oznaczający rzecz samą w sobie. Dla Kanta noumen oznaczał rzeczywistość, która istnieje niezależnie od świadomości(w podświadomości?) i która jest absolutnie(?) niepoznawalna, i nie może się stać "rzeczą dla nas", tzn. nie może być poznana.Bardzo pesymistycznie widzi Kant możliwość poznawania rzeczy w istocie swojej niepoznawalnych..;))
Kant stwierdziłby(:)), że "Olympus 1200" jest przedmiotem transcendentnym, oznacza coś, o czym on nic nie wie ani (przy uwczesnym poziomie technologii) nic wiedzieć nie może. Według Kanta nie możemy poznać "rzeczy samej w sobie"( którą nazywa także noumenem, gdyż ludzkie poznanie dotyczy tylko zjawisk, tj. fenomenów.
Dla mnie obecnie ta kamera jest cześciowo fenomenalna ,nie tylko ze wzgledu na wygląd czy funkcje obrazowania zjawisk,rzeczy,osób w postaci obrazków ,dajacych się poznawać...lecz także bardzo "noumatyczna"...Mój rozum nie jest czysty ,nie jestem widocznie zasadniczym analitykiem ,i jeszcze chyba nie rozkręcę tej kamery na części...;)
* Źródło: Krytyka czystego rozumu, księga II, "Analityka zasad", poddział III, "O podstawie podziału wszelkich przedmiotów w ogóle na fenomeny i noumeny").
wtorek, maja 13, 2008
Alfred Korzybski - Science and Sanity
Read this doc on Scribd: Alfred Korzybski - Science and Sanity
czwartek, lutego 28, 2008
Plamy na Słońcu
Józef Dajczgewand
Od 40 lat jesteśmy w poszukiwaniu klucza do Marca ’68, którego przyczyny wyprowadzane są z teorii paranoi – spisków partyjnych czy też prowokacji płynących zza granicy, szczególnie ze strony żądnych władzy nad światem agentów Mosadu. W gomułkowskiej propagandzie ten aspekt pojawił się jako syjonizm i szybko całe społeczeństwo doprowadził do totalnej traumy. Zwłaszcza że to samo społeczeństwo nie kryło przedtem zadowolenia z faktu, iż polscy Żydzi wygrali wojnę na Bliskim Wschodzie.
Winy szuka się, oczywiście, po stronie tego, kto został beneficjantem Marca. Można przypuścić, że stali się nimi ci, którzy zostali w Polsce. Niektórzy zresztą, jak Gołda Tencer, organizują własne obchody Marca; Adam Michnik zaś – panele dyskusyjne, z góry ustalone i z roku na rok dokładnie takie same.
Pojawia się trzecia wersja Marca, szczególnie od ostatnich dwóch lat. W skupiającej emigrantów organizacji Hatikwa-Nadzieja ’68 prowadziliśmy z polskim rządem rozmowy o Marcu i jego konsekwencjach. Do interesującej fazy wykonawczej zbliżyła nas specjalna wizyta w Sztokholmie urzędujący wówczas premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Potem, jak to w polityce, stało się to, co się stało. Emigracja liczy jednak, że podobne otwarcie nastąpi z obecnym rządem RP i problem Marca zostanie raz na zawsze ukazany należycie – ze wszystkich stron. Szczególnie, że na emigracji rocznice Marca są poważnie czczone. W Szwecji, w sali ratusza w Sztokholmie, od 5 marca będą się odbywały różne spotkania i dyskusje, z udziałem przedstawicieli partii politycznych i reprezentantów emigracji. Znaczących i nierzadko odnoszących w swoich dziedzinach spore sukcesy, o których w Polsce w ogóle nic nie wiadomo. Ta część emigracji jak dotąd nie pcha się do tego, żeby wracać do Polski, choć obserwuje wszystko, co się w kraju dzieje. Jest nim bardzo zainteresowana, jednak nie stała się jeszcze aktorem na rodzimej scenie.
Pragnę zwrócić uwagę, że emigracja marcowa nie jest tylko emigracją etniczną. Jest sporo mieszanych małżeństw i jest to jeszcze mniej znana część Polonii. Piszą oni wszyscy ciekawe teksty wspomnieniowe i analityczne, w Polsce zupełnie nieznane.
Emigracja marcowa była nieodmiennie głęboko zaangażowana w sprawy Polski, pielęgnowała język, kulturę. I tak jest do dzisiaj.
Teraz to wszystko powinno się uwidocznić. W Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie odbędzie się 5 marca otwarcie wystawy Jerzego Bergmana – „Syjoniści do Syjamu” i sesja naukowa o Marcu ’68 w udziałem instytutów badawczych nie tylko z Warszawy, Sztokholmu czy Izraela. W Polsce jest to problem niepozbawiony historycznych emocji, bo dyskusja jest, niestety, przepojona „Strachem” Jana Grossa.
Hasło spotkania w Sztokholmie – „Z cienia do światła” – jest symboliczne. Pogrążeni dotąd w cieniu nieświadomości, próbujemy – bez rzucania oskarżeń na kogokolwiek – znaleźć wiedzę o mechanizmach, które posłużyły skłóceniu ludzi. Jak w zorganizowany sposób można doprowadzić do paranoicznej kampanii, przypominającej czasy nazistowskie. I jak dzięki temu polska młodzież mogła zostać zarażona bakcylami wolności. I o karze, która się za to płaci. Do dziś polska historia nie uporała się z odium tych mrocznych, obłędnych oskarżeń.
Zakres geograficzny Marca i jego społeczny oddźwięk wskazują na to, że był jedną z najpoważniejszych detonacji społecznych swego czasu. Powstał wtedy bardzo silny ruch oporu, który promieniował na przyszłość długo po roku 1968. Do dzisiaj zastanawiamy się nad jego globalnym znaczeniem.
Ma to coś wspólnego z faktem że, co 21 lat bieguny słońca się zmieniają z północnego na południowy. Jest to okres wzmożonego chaosu nie tylko na słońcu, ale i na całej naszej planecie. Jakbyśmy do tego żartobliwie nie podchodzili, rok 1968 r. był globalnym ruchem młodzieży. Bez internetu i dzisiejszych możliwości komunikacji, a więc niemal magicznie, z miesiąca na miesiąc przenosiły się studenckie demonstracje. W zasadzie cały 1968 r. zdetonowały manifestacje młodzieży bloku wschodniego: w Pradze w styczniu i w marcu w Warszawie. To, w jakich kierunkach ruch ten rozwinął się na Zachodzie, to już inna sprawa. Na Wschodzie z pewnością stał się podstawą pierwszych pęknięć w Murze Berlińskim. W każdym razie mentalnie.
Z Marca ’68 możemy wyciągnąć naukę w kwestii budowania relacji w społeczeństwie, które zawsze składa się z mniejszości. Nie w sensie etnicznym, ale zawodowym, kulturalnym etc. Jak harmonijnie budować społeczeństwo w demokratycznym duchu, żeby w przyszłości podobne kampanie nienawiści w społeczeństwie demokratycznym nigdy nie powstały.
Notował Janusz R. Kowalczyk
Od 40 lat jesteśmy w poszukiwaniu klucza do Marca ’68, którego przyczyny wyprowadzane są z teorii paranoi – spisków partyjnych czy też prowokacji płynących zza granicy, szczególnie ze strony żądnych władzy nad światem agentów Mosadu. W gomułkowskiej propagandzie ten aspekt pojawił się jako syjonizm i szybko całe społeczeństwo doprowadził do totalnej traumy. Zwłaszcza że to samo społeczeństwo nie kryło przedtem zadowolenia z faktu, iż polscy Żydzi wygrali wojnę na Bliskim Wschodzie.
Winy szuka się, oczywiście, po stronie tego, kto został beneficjantem Marca. Można przypuścić, że stali się nimi ci, którzy zostali w Polsce. Niektórzy zresztą, jak Gołda Tencer, organizują własne obchody Marca; Adam Michnik zaś – panele dyskusyjne, z góry ustalone i z roku na rok dokładnie takie same.
Pojawia się trzecia wersja Marca, szczególnie od ostatnich dwóch lat. W skupiającej emigrantów organizacji Hatikwa-Nadzieja ’68 prowadziliśmy z polskim rządem rozmowy o Marcu i jego konsekwencjach. Do interesującej fazy wykonawczej zbliżyła nas specjalna wizyta w Sztokholmie urzędujący wówczas premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Potem, jak to w polityce, stało się to, co się stało. Emigracja liczy jednak, że podobne otwarcie nastąpi z obecnym rządem RP i problem Marca zostanie raz na zawsze ukazany należycie – ze wszystkich stron. Szczególnie, że na emigracji rocznice Marca są poważnie czczone. W Szwecji, w sali ratusza w Sztokholmie, od 5 marca będą się odbywały różne spotkania i dyskusje, z udziałem przedstawicieli partii politycznych i reprezentantów emigracji. Znaczących i nierzadko odnoszących w swoich dziedzinach spore sukcesy, o których w Polsce w ogóle nic nie wiadomo. Ta część emigracji jak dotąd nie pcha się do tego, żeby wracać do Polski, choć obserwuje wszystko, co się w kraju dzieje. Jest nim bardzo zainteresowana, jednak nie stała się jeszcze aktorem na rodzimej scenie.
Pragnę zwrócić uwagę, że emigracja marcowa nie jest tylko emigracją etniczną. Jest sporo mieszanych małżeństw i jest to jeszcze mniej znana część Polonii. Piszą oni wszyscy ciekawe teksty wspomnieniowe i analityczne, w Polsce zupełnie nieznane.
Emigracja marcowa była nieodmiennie głęboko zaangażowana w sprawy Polski, pielęgnowała język, kulturę. I tak jest do dzisiaj.
Teraz to wszystko powinno się uwidocznić. W Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie odbędzie się 5 marca otwarcie wystawy Jerzego Bergmana – „Syjoniści do Syjamu” i sesja naukowa o Marcu ’68 w udziałem instytutów badawczych nie tylko z Warszawy, Sztokholmu czy Izraela. W Polsce jest to problem niepozbawiony historycznych emocji, bo dyskusja jest, niestety, przepojona „Strachem” Jana Grossa.
Hasło spotkania w Sztokholmie – „Z cienia do światła” – jest symboliczne. Pogrążeni dotąd w cieniu nieświadomości, próbujemy – bez rzucania oskarżeń na kogokolwiek – znaleźć wiedzę o mechanizmach, które posłużyły skłóceniu ludzi. Jak w zorganizowany sposób można doprowadzić do paranoicznej kampanii, przypominającej czasy nazistowskie. I jak dzięki temu polska młodzież mogła zostać zarażona bakcylami wolności. I o karze, która się za to płaci. Do dziś polska historia nie uporała się z odium tych mrocznych, obłędnych oskarżeń.
Zakres geograficzny Marca i jego społeczny oddźwięk wskazują na to, że był jedną z najpoważniejszych detonacji społecznych swego czasu. Powstał wtedy bardzo silny ruch oporu, który promieniował na przyszłość długo po roku 1968. Do dzisiaj zastanawiamy się nad jego globalnym znaczeniem.
Ma to coś wspólnego z faktem że, co 21 lat bieguny słońca się zmieniają z północnego na południowy. Jest to okres wzmożonego chaosu nie tylko na słońcu, ale i na całej naszej planecie. Jakbyśmy do tego żartobliwie nie podchodzili, rok 1968 r. był globalnym ruchem młodzieży. Bez internetu i dzisiejszych możliwości komunikacji, a więc niemal magicznie, z miesiąca na miesiąc przenosiły się studenckie demonstracje. W zasadzie cały 1968 r. zdetonowały manifestacje młodzieży bloku wschodniego: w Pradze w styczniu i w marcu w Warszawie. To, w jakich kierunkach ruch ten rozwinął się na Zachodzie, to już inna sprawa. Na Wschodzie z pewnością stał się podstawą pierwszych pęknięć w Murze Berlińskim. W każdym razie mentalnie.
Z Marca ’68 możemy wyciągnąć naukę w kwestii budowania relacji w społeczeństwie, które zawsze składa się z mniejszości. Nie w sensie etnicznym, ale zawodowym, kulturalnym etc. Jak harmonijnie budować społeczeństwo w demokratycznym duchu, żeby w przyszłości podobne kampanie nienawiści w społeczeństwie demokratycznym nigdy nie powstały.
Notował Janusz R. Kowalczyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)